Dziś 6 grudnia,
Mikołajki. W tym dniu, zgodnie z tradycją, obdarowujemy się z najbliższymi
upominkami. Można powiedzieć, że z dobrymi prezentami jest tak jak z dobrymi
filmami – na długo zostają w naszej pamięci. Dlatego też chcemy dziś podarować Wam prezent – kilka dobrych filmowych
tytułów, do których chętnie wracamy. Może wrócicie do nich i Wy?
Christian wybrał trzy
całkowicie różne od siebie tytuły. To „Gdzie jest Nemo”, „Zróbmy sobie wnuka”
oraz „Polskie Gówno”. Jak sam pisze „Gdzie jest Nemo?” „to prawdopodobnie
pierwszy film jaki kiedykolwiek miałem przyjemność obejrzeć. Darzę go
szczególnym sentymentem, bo nie tylko jest zabawną opowieścią, nawet dla
dorosłych, ale też w jego oryginalnej, angielskiej wersji głosu mojej
ulubienicy Dory użyczyła sławna Ellen DeGeneres, którą kocham za jej jedyną w
swoim rodzaju osobowość.”.
Niekiedy na dobry film
możemy trafić całkiem przypadkiem, kiedy od niechcenia przerzucamy telewizyjne
kanały. Tak było w przypadku Christiana z „Zróbmy sobie wnuka” „Niedziela. Nie
ma nic innego w telewizji. Oglądam zupełnie przypadkowo „Zróbmy sobie wnuka” i
jestem zachwycony. „Tu ja, Krysia Tuchałowa, zielone poproszę” było najlepszym
tekstem jakim kiedykolwiek słyszałem w polskim filmie. Jest to film o zwykłej,
niezwykłej Polsce przedstawionej w najbardziej zabawny sposób jaki to tylko
było możliwe. Zero pretensjonalności. Sto procent aktorskiego kunsztu.”.
Kontrastowym filmem jest
„Polskie gówno”. Niestety wielu ludzi borykało się z problemem dostępności
kinowej – nie był on dostępny w każdym kinie. Christian jednak gorąco poleca
zakup DVD. „Jazda bez trzymanki. W kinie w moim mieście nie mogłem go zobaczyć.
Dzięki Bogu istnieje DVD i mogłem go kupić, a potem zobaczyć i pozostawić z
satysfakcją obejrzenia fantastycznej satyry na temat polskiego show biznesu
oraz sławy w muzycznym światu. Film idealny dla zbuntowanych i myślących
zupełnie inaczej.” Zdecydowanie WARTO!
Marta P. wybrała 2
klasyki czyli „Przeminęło z wiatrem” i „Śniadanie u Tiffany’ego” i jedną
nowość, zekranizowaną rok temu „Moje córki krowy”.
„Od 1939 roku zachwyca
miliony ludzi na całym świecie. Zauroczyła także mnie! Czterogodzinna epopeja,
która pomagać mi często walczyć z
trudnymi i deszczowymi dniami. Przepiękny film przedstawiający romans
ślicznej Scarlett O’Hary i czarującego
Rhetta Butlera w czasach wojny secesyjnej. Kostiumy, scenografia, wartka akcja
– to wszystko zasługuje na gromkie brawa”. – tak Marta rekomenduje „Przeminęło
z wiatrem”.
Kolejny klasyk to
„Śniadanie u Tiffany’ego" z udziałem wspaniałej legendy kobiecego kina – Audrey
Hepburn. Kto nie widział niech koniecznie zobaczy! „Nowy Jork ukazany w
„Śniadaniu u Tifany’ego” jest czarujący, nietuzinkowy i stylowy. Uwielbiam
patrzeć jak wspaniała Audrey Hepburn przemierza ulice tego pięknego miasta i
słuchać, kiedy nostalgicznie delikatnym głosikiem nuci – „Moon River”. Holly
pomimo wielu wad zjednała sobie grono fanów, w tym także mnie.”
Nowość w tytułach Marty
stanowią „Moje córki krowy” z Agatą Kuleszą. „Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu
postanowiłam, że pójdę na pewno do kina i przekonam się czy naprawdę jest tak
dobry jak mi się wydawało. I nie zawiodłam się. Świetne dialogi, znakomicie
dobrana obsada i dyskretny humor okazały się przepisem na sukces”.
Druga Marta wybrała filmy
nieco bardziej od strony świątecznej – mowa tu o "Grinch" i "Białej Sukience". Święta Bożego Narodzenia kojarzą jej się z
Ktosiowem i jego mieszkańcami. „Chyba każdy kto kocha Święta Bożego Narodzenia
widział go chociaż raz- ja oglądam go co roku i uważam, że Ktosiowo to
zdecydowanie miasteczko dla mnie. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do
tego filmu. Przerażają mnie zmyślone stworki i nie przepadam za produkcjami z
nimi w roli głównej. Jednak po zapoznaniu się z
Grinchem, nie potrafię odpuścić sobie obejrzenia go w Święta. "Grinch:
świąt nie będzie" ma w sobie całą magię Świąt. Pokazuje, że czasem trzeba
ofiarować komuś trochę ciepła i miłości, żeby odkryć kim jest naprawdę, a chyba
nie ma lepszego czasu do tego niż Gwiazdka. Bo w Święta wszystko jest możliwe!”
W Boże Ciało ogląda
„Białą Sukienkę” ponieważ jak mówi: jest to film z ukazujący „Święta polskie.
Choć z "Białą Sukienką" zapoznałam się wieki temu i oglądam ją co roku, z moją
rodziną, w Boże Ciało to film ten za każdym razem wywołuje u mnie wzruszenie. Porusza
istotne dla każdego człowieka kwestię, pokazuje to co w życiu ważne i przenosi
widza do kraju, spokojnego, bezpiecznego i sielskiego, czyli po prostu na
polską wieś.”
Na koniec tego artykułu
wrzucamy jeszcze jeden klasyk - "Dirty Dancing". Historii miłosnej nikt nie musi
Wam przedstawiać – film bawił i wzruszał naszych rodziców, tak samo jak i nas.
Daję sobie uciąć głowę, że następne pokolenie również będzie po niego sięgało.
Z dobrym filmem jest jak z winem – im starsze, tym lepsze. A jak można opisać "Dirty Dancing"? „Uroczy melodramat, w którym zakochałam się będąc jeszcze
dzieckiem i miłość ta przetrwała lata. Oglądałam go już tyle razy, że straciłam
rachubę a dialogi bohaterów znam na pamięć. Jednak to co w filmie urzekło mnie
najbardziej to trzy rzeczy: cudowna ścieżka dźwiękowa, taneczne popisy
bohaterów i klimat tego letniego ośrodka wypoczynkowego. Bo kto z nas nie
chciałby przeżyć wakacyjnej miłości w takim miejscu, której tłem są takie
piosenki jak: 'She’s Like The Wind', 'Do You Love Me' i najbardziej znana 'Time Of My Life' ”


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz