wtorek, 6 grudnia 2016

HELLO! Special #1 "Filmowe mikołajki"

Dziś 6 grudnia, Mikołajki. W tym dniu, zgodnie z tradycją, obdarowujemy się z najbliższymi upominkami. Można powiedzieć, że z dobrymi prezentami jest tak jak z dobrymi filmami – na długo zostają w naszej pamięci. Dlatego też chcemy dziś podarować  Wam prezent – kilka dobrych filmowych tytułów, do których chętnie wracamy. Może wrócicie do nich i Wy?


Christian wybrał trzy całkowicie różne od siebie tytuły. To „Gdzie jest Nemo”, „Zróbmy sobie wnuka” oraz „Polskie Gówno”. Jak sam pisze „Gdzie jest Nemo?” „to prawdopodobnie pierwszy film jaki kiedykolwiek miałem przyjemność obejrzeć. Darzę go szczególnym sentymentem, bo nie tylko jest zabawną opowieścią, nawet dla dorosłych, ale też w jego oryginalnej, angielskiej wersji głosu mojej ulubienicy Dory użyczyła sławna Ellen DeGeneres, którą kocham za jej jedyną w swoim rodzaju osobowość.”.

Niekiedy na dobry film możemy trafić całkiem przypadkiem, kiedy od niechcenia przerzucamy telewizyjne kanały. Tak było w przypadku Christiana z „Zróbmy sobie wnuka” „Niedziela. Nie ma nic innego w telewizji. Oglądam zupełnie przypadkowo „Zróbmy sobie wnuka” i jestem zachwycony. „Tu ja, Krysia Tuchałowa, zielone poproszę” było najlepszym tekstem jakim kiedykolwiek słyszałem w polskim filmie. Jest to film o zwykłej, niezwykłej Polsce przedstawionej w najbardziej zabawny sposób jaki to tylko było możliwe. Zero pretensjonalności. Sto procent aktorskiego kunsztu.”.

Kontrastowym filmem jest „Polskie gówno”. Niestety wielu ludzi borykało się z problemem dostępności kinowej – nie był on dostępny w każdym kinie. Christian jednak gorąco poleca zakup DVD. „Jazda bez trzymanki. W kinie w moim mieście nie mogłem go zobaczyć. Dzięki Bogu istnieje DVD i mogłem go kupić, a potem zobaczyć i pozostawić z satysfakcją obejrzenia fantastycznej satyry na temat polskiego show biznesu oraz sławy w muzycznym światu. Film idealny dla zbuntowanych i myślących zupełnie inaczej.” Zdecydowanie WARTO!

Marta P. wybrała 2 klasyki czyli „Przeminęło z wiatrem” i „Śniadanie u Tiffany’ego” i jedną nowość, zekranizowaną rok temu „Moje córki krowy”. 

„Od 1939 roku zachwyca miliony ludzi na całym świecie. Zauroczyła także mnie! Czterogodzinna epopeja, która pomagać mi często walczyć z  trudnymi i deszczowymi dniami. Przepiękny film przedstawiający romans ślicznej Scarlett O’Hary  i czarującego Rhetta Butlera w czasach wojny secesyjnej. Kostiumy, scenografia, wartka akcja – to wszystko zasługuje na gromkie brawa”. – tak Marta rekomenduje „Przeminęło z wiatrem”.

Kolejny klasyk to „Śniadanie u Tiffany’ego" z udziałem wspaniałej legendy kobiecego kina – Audrey Hepburn. Kto nie widział niech koniecznie zobaczy! „Nowy Jork ukazany w „Śniadaniu u Tifany’ego” jest czarujący, nietuzinkowy i stylowy. Uwielbiam patrzeć jak wspaniała Audrey Hepburn przemierza ulice tego pięknego miasta i słuchać, kiedy nostalgicznie delikatnym głosikiem nuci – „Moon River”. Holly pomimo wielu wad zjednała sobie grono fanów, w tym także mnie.” 

Nowość w tytułach Marty stanowią „Moje córki krowy” z Agatą Kuleszą. „Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu postanowiłam, że pójdę na pewno do kina i przekonam się czy naprawdę jest tak dobry jak mi się wydawało. I nie zawiodłam się. Świetne dialogi, znakomicie dobrana obsada i dyskretny humor okazały się przepisem na sukces”.

Druga Marta wybrała filmy nieco bardziej od strony świątecznej – mowa tu o "Grinch" i "Białej Sukience".  Święta Bożego Narodzenia kojarzą jej się z Ktosiowem i jego mieszkańcami. „Chyba każdy kto kocha Święta Bożego Narodzenia widział go chociaż raz- ja oglądam go co roku i uważam, że Ktosiowo to zdecydowanie miasteczko dla mnie. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego filmu. Przerażają mnie zmyślone stworki i nie przepadam za produkcjami z nimi w roli głównej. Jednak po zapoznaniu się z  Grinchem, nie potrafię odpuścić sobie obejrzenia go w Święta. "Grinch: świąt nie będzie" ma w sobie całą magię Świąt. Pokazuje, że czasem trzeba ofiarować komuś trochę ciepła i miłości, żeby odkryć kim jest naprawdę, a chyba nie ma lepszego czasu do tego niż Gwiazdka. Bo w Święta wszystko jest możliwe!”

W Boże Ciało ogląda „Białą Sukienkę” ponieważ jak mówi: jest to film z ukazujący „Święta polskie. Choć z "Białą Sukienką" zapoznałam się wieki temu i oglądam ją co roku, z moją rodziną, w Boże Ciało to film ten za każdym razem wywołuje u mnie wzruszenie. Porusza istotne dla każdego człowieka kwestię, pokazuje to co w życiu ważne i przenosi widza do kraju, spokojnego, bezpiecznego i sielskiego, czyli po prostu na polską wieś.”

Na koniec tego artykułu wrzucamy jeszcze jeden klasyk - "Dirty Dancing". Historii miłosnej nikt nie musi Wam przedstawiać – film bawił i wzruszał naszych rodziców, tak samo jak i nas. Daję sobie uciąć głowę, że następne pokolenie również będzie po niego sięgało. Z dobrym filmem jest jak z winem – im starsze, tym lepsze. A jak można opisać "Dirty Dancing"? „Uroczy melodramat, w którym zakochałam się będąc jeszcze dzieckiem i miłość ta przetrwała lata. Oglądałam go już tyle razy, że straciłam rachubę a dialogi bohaterów znam na pamięć. Jednak to co w filmie urzekło mnie najbardziej to trzy rzeczy: cudowna ścieżka dźwiękowa, taneczne popisy bohaterów i klimat tego letniego ośrodka wypoczynkowego. Bo kto z nas nie chciałby przeżyć wakacyjnej miłości w takim miejscu, której tłem są takie piosenki jak: 'She’s Like The Wind', 'Do You Love Me' i najbardziej znana 'Time Of My Life' ”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz