sobota, 31 grudnia 2016

HELLO! Special #2 "HELLO! Sylwester"

Kolejny rok za nami. Podobno najgorszy w historii wszechświata. Podobno też upić się warto, a tym bardziej kiedy jest gorzej, niż mogło się wydawać. Tym bardziej zapraszamy na nasz Sylwestrowy Bal, gdzie będziemy tańczyć i żegnać mijający rok 2016, fatalny właśnie dla świata muzyki...

www.ukmix.org

Zacznę od swojej ulubionej piosenki tego roku (przynajmniej według Spotify), a tym utworem jest „Dynamite” autorstwa Adore Delano, znanej już na całym świecie drag queen, która występowała w American Idol oraz RuPaul’s Drag Race, gdzie właśnie zdobyła największą popularność. „Dynamite” to unikatowe połączenie eterycznego r&b, latynoskiego pazura i mięsistego popu. Idealny kawałek na rozgrzanie towarzystwa zgromadzonego na imprezie. 

Utwory Marty T.

Chris Norman & Suzi Quatro „Stumblin' In”
To idealna piosenka na rozpoczęcie imprezy. Kiedy na parkiecie pojawiają się pierwsze odważne pary, a reszta osób nie potrafi powstrzymać się od delikatnego choćby podrygiwania w rytm muzyki, przy której po prostu nie można siedzieć spokojnie.


Gilda „No me Arrepiento de este Amor”
Latynoskie rytmy, wskazane na Sylwestra. Każdemu komu znudził się tradycyjny „pociąg” do znanego utworu disco-polo, ta propozycja przypadnie do gustu.


Akcent „Królowa Nocy”
Prawdziwa szalona impreza nie może odbyć się bez dobrego disco. Wybór padł na „Królową nocy”, gdyż każda z Pań w te wyjątkową i ostatnią noc w roku pragnie poczuć się jak królowa, a kto wie, może to ją o północy wyhaczy jakiś Zenon.


Krzysztof Krawczyk „Za Tobą Pójdę Jak Na Bal”
Jak Sylwester to na pewno nie może zabraknąć na nim Pana Krzysztofa. Myślę, że za NIM każdy pójdzie jak na bal!


Bill Medley & Jennifer Warnes „(I’ve Had) The Time Of My Life”
Lata 80 kojarzą się mi z nieustającymi imprezami, wiec myślę, ze wybór tego utworu jest jak najbardziej trafiony. Nie dość, że jest to jedna z moich ulubionych piosenek, to jeszcze powstała do jednego z najbardziej bliskich mi filmów, czyli „Dirty Dancing”. 


Utwory Marty P.

Fergie „A Little Party Never Killed Nobody”
Obowiązkowa piosenka na imprezie sylwestrowej! Bo przecież odrobina szaleństwa i dobrej zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.


Happysad „Zanim Pójdę”
Oczywiście musiał się też znaleźć na mojej liście Happysad, a ta piosenka świetnie sprawdza się podczas szalonego karaoke tuż po północy. 


Taco Hemingway „Następna Stacja”
Taco to może nie jest  tradycyjny wybór na sylwestrową domówkę, ale skoro wspomina litr wina i pół wódki to jak najbardziej jesteśmy na tak.


Organek „Mississippi W Ogniu”
I na koniec Organek! Nie mogłam się powstrzymać i z całą pewnością jego piosenki będą często gościły na playliście 31 grudnia. Koncert Organka był wspaniałym wstępem do początku zabawy sylwestrowej, a „Mississippi W Ogniu” to genialny utwór.


Utwory Anety

Orishas „Represent Cuba”
Kuba, gorąca salsa i Diego Luna – to wszystko przy dźwięku Orishas. Tak – „Dirty Dancing 2” to mój ulubiony film, który miał duży wpływ na wybór mojego hobby. Moi drodzy-  wsłuchajcie się w „Represent Cuba” i dajcie się ponieść gorącym rytmom.



Don Omar „Danza Kuduro”
Pozostańmy w rytmach południowych. Danza Kuduro możemy znać m.in. z filmu „Szybcy I Wściekli”. Niech podniesie rękę ten, kto raz choćby nie poruszał biodrami przy tej piosence. Hitu Don Omara nie może zabraknąć na naszej imprezie!


              Europe „The Final Countdown”
5…4…3…2…1….2017! a co przy odliczaniu? Oczywiście „The Final Countdown”! Grupa Europe nagrywając ten hit chyba nie przypuszczała, że stanie się on obowiązkowym punktem sylwestrowej nocy!


              Soya  „You And Me”
Coś do „wolnego” przytulańca o po północy z ukochaną osobą. Połączenie reggae i soulu zdecydowanie sprzyja chilloutowi po Sylwestrowym szaleństwie.


Czasami się zdarza, że niektóre piosenki podobają się wielu osobom, tak jak utwór zespołu Queen „Don’t Stop Me Now”. Marta mówi tak: „Trochę lat 70. i oczywiście Queen, bo razem z nimi chcemy się dobrze bawić”, a Aneta na to „I’m having such a good time! Więc nie zatrzymujcie zabawy ;)”. I nie będziemy się zatrzymywać. Dlatego życzymy Wam, naszym czytelnikom, wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku 2017. Do zobaczenia już za rok!




czwartek, 22 grudnia 2016

HELLO! Film #2 "Merry Christmas Kevin!"

Świąteczny czas kojarzy się nam z karpiem, choinką i kolędami. Do tych tradycji należy dołączyć również film „Kevin sam w domu”. Kto wyobraża sobie Święta bez Kevina?

moviefone.com
Zekranizowany w 1990 roku film opowiada o Rodzinie McCallisterów, która zamierza spędzić Święta Bożego Narodzenia we Francji. W dzień wyjazdu przez duże zamieszanie niemal spóźniają się na samolot. Zapominają ze sobą zabrać jednego z synów - Kevina (Macaulay Culkin). Ośmioletni chłopiec zostaje sam w domu, od tej pory musi sam sobie radzić ze wszystkim, w czym do tej pory wyręczali go rodzice, począwszy od codziennych obowiązków domowych do walki z dwoma włamywaczami (Joe Pesci, Daniel Stern), którzy tylko czyhają, by okraść dom McCallisterów. W polskiej Świątecznej ramówce „Kevin sam w domu” pojawił się w latach 90’, bawiąc od tego momentu miliony polskich rodzin. Chyba nie ma osoby, która nie wie kim jest Kevin i nie zna jego przygód. Nie wyobrażamy sobie bez niego Świąt, mimo, że wszystkie dialogi moglibyśmy powiedzieć z pamięci. Na Facebooku powstał fanpage filmu, nota bene liczący już ponad 33 tysiące lajków, na którym możemy m.in. zapoznać się z tegoroczną ramówką. Według niej Kevina możemy ujrzeć w Wigilię i I dzień Świąt, a II część czyli „Kevin w Nowym Jorku” w II dzień Świąt oraz w Sylwestra. Fanpage znajdziecie TUTAJ.

Warto wspomnieć, że w filmie „Kevin w Nowym Jorku” epizod zagrał obecny prezydent Stanów Zjednoczonych – Donald Trump. Z ciekawostek - jeżeli chcielibyście zareklamować się w przerwie filmu to za 30-sekundowy spot zapłacilibyście prawie 100.000 złotych! Jest to najdroższa pozycja Polsatu w wigilijny wieczór. Nic dziwnego – w 2015 roku mimo, że film kończył 15 lat, oglądało go ponad 4 miliony widzów. Kevin łączy pokolenia i zdecydowanie wpisuje się w tradycje Świąt. A czy Wy usiądziecie po kolacji wigilijnej przed telewizorem i włączycie ten film?

sobota, 10 grudnia 2016

HELLO! Muzyka #3 "Gdyby Gaga miała córkę"

UWAGA! Teledyski znajdujące się pod linkami w teksie są przeznaczone raczej dla dorosłych. Jeśli jesteś niepełnoletni lub wrażliwy na jakiekolwiek przejawy wulgarności lub golizny, radzę ich nie oglądać. Zapraszam do wnikliwego czytania.

Kilka lat temu na antenie stacji muzycznej VIVA, Krzysztof Skiba wypowiadał się na temat Lady Gagi oraz jej sławetnej mięsnej sukienki. Parafrazując jego słowa, wspomniał, że dopiero ktoś po niej może rzeczywiście zaszokować światową opinię publiczną. Jasnym było, że jest to raczej sarkastyczny komentarz ze strony Pana Skiby, jednak po tych kilku latach słowo stało się ciałem i nazywa się Brooke Candy. Oto krótki opis twórczości byłej tancerki egzotycznej, która zapragnęła stać się najprawdziwszą gwiazdą muzyki.  

Wszystko zaczęło się od teledysku pewnej niszowej artystki o pseudonimie Grimes do piosenki pod tytułem „Genesis”, w którym Candy miała przyjemność wystąpić u boku wspomnianej wokalistki. Co mogło w niej najbardziej intrygować to nie tylko intensywnie różowe warkoczyki, bardzo wyrazisty makijaż, czy buty na naprawdę grubej słoninie (ci co wiedzą o co chodzi, gratuluję wiedzy dotyczącej mody PRL’u) ale również jej skąpy metaliczny strój, który jak twierdzi sama Brooke, jest inspirowany kulturą superbohaterów.

pinterest.com

Po udanym występie w teledysku Grimes, przyszedł czas na swoją autorski utwór pod tytułem „Das Me”. Sama piosenka oraz teledysk charakteryzowała się iście groteskową obscenicznością oraz wulgarnością. W kółko powtarzanie słowa „dziwka”, alkohol, dziwne białe tabletki na języku wokalistki i jednej z tancerek, szampan pity prosto z butelki, falujące pośladki w koronkowej bieliźnie i ogólny brak gustu oraz jakichkolwiek zahamowań, to są cechy charakterystyczne tego klipu. (możecie go zobaczyć klikając na tytuł piosenki, tak całą resztę teledysków związanych z dzisiejszą bohaterką) Miesiąc później Brooke Candy wystąpiła gościnnie, nie tylko jako bohaterka muzycznego klipu w piosence Charli XCX pod tytułem „Cloud Aura” lub „Cloud”. Z czasem liczba utworów Brooke Candy zaczęła się powiększać, a ich przykładowe tytuły to „I Wanna Fuck Right Now”, „Pussy Makes The Rules”, czy „Everybody Does” do którego teledysk powstawał przy współpracy z magazynem DAZED.

Jednak zdecydowanie większy szok może wywołać teledysk do pierwszego w pełni oficjalnego singla powstałego pod marką wytwórni RCA Records pod tytułem „Opulence”. Teledysk powstał dzięki znanemu nowojorskiemu fotografowi, Steven’owi Klein’owi, który współpracował dotychczas między innymi z Madonną, czy Lady Gagą właśnie. Piosenka była też zapowiedzią epki Candy pod tym samym tytułem. Album został wydany 6 maja 2014 roku i zawierał kolejne cztery utwory, „Pop Rock”, „Bed Squeak”, „Free Yourself (Alcohol)", do którego powstał mini teledysk we współpracy z magazynem ‘W’ oraz „Godzillionaire”

i-d.vice.com/pl/
Obecnie Candy pracuje wraz Sią (tak, z tą Sią) nad swoim pierwszym albumem, który zwiastuje już ponad cztery utwory, które również doczekały się swoich zobrazowań, a są to kolejno „Happy Days”, „Changes” (przy współpracy z MAC Cosmetics), „Nasty” oraz „Paper Or Plastic”.

Jak widać, Brooke Candy to chyba jedyna tak wulgarna i obsceniczna piosenkarka/raperka XXI wieku i z całą pewnością jeszcze nie jednym wcieleniem nas zaskoczy, od tego iście anielskiego, po ten prosto z burdelu rodem. 


wtorek, 6 grudnia 2016

HELLO! Special #1 "Filmowe mikołajki"

Dziś 6 grudnia, Mikołajki. W tym dniu, zgodnie z tradycją, obdarowujemy się z najbliższymi upominkami. Można powiedzieć, że z dobrymi prezentami jest tak jak z dobrymi filmami – na długo zostają w naszej pamięci. Dlatego też chcemy dziś podarować  Wam prezent – kilka dobrych filmowych tytułów, do których chętnie wracamy. Może wrócicie do nich i Wy?


Christian wybrał trzy całkowicie różne od siebie tytuły. To „Gdzie jest Nemo”, „Zróbmy sobie wnuka” oraz „Polskie Gówno”. Jak sam pisze „Gdzie jest Nemo?” „to prawdopodobnie pierwszy film jaki kiedykolwiek miałem przyjemność obejrzeć. Darzę go szczególnym sentymentem, bo nie tylko jest zabawną opowieścią, nawet dla dorosłych, ale też w jego oryginalnej, angielskiej wersji głosu mojej ulubienicy Dory użyczyła sławna Ellen DeGeneres, którą kocham za jej jedyną w swoim rodzaju osobowość.”.

Niekiedy na dobry film możemy trafić całkiem przypadkiem, kiedy od niechcenia przerzucamy telewizyjne kanały. Tak było w przypadku Christiana z „Zróbmy sobie wnuka” „Niedziela. Nie ma nic innego w telewizji. Oglądam zupełnie przypadkowo „Zróbmy sobie wnuka” i jestem zachwycony. „Tu ja, Krysia Tuchałowa, zielone poproszę” było najlepszym tekstem jakim kiedykolwiek słyszałem w polskim filmie. Jest to film o zwykłej, niezwykłej Polsce przedstawionej w najbardziej zabawny sposób jaki to tylko było możliwe. Zero pretensjonalności. Sto procent aktorskiego kunsztu.”.

Kontrastowym filmem jest „Polskie gówno”. Niestety wielu ludzi borykało się z problemem dostępności kinowej – nie był on dostępny w każdym kinie. Christian jednak gorąco poleca zakup DVD. „Jazda bez trzymanki. W kinie w moim mieście nie mogłem go zobaczyć. Dzięki Bogu istnieje DVD i mogłem go kupić, a potem zobaczyć i pozostawić z satysfakcją obejrzenia fantastycznej satyry na temat polskiego show biznesu oraz sławy w muzycznym światu. Film idealny dla zbuntowanych i myślących zupełnie inaczej.” Zdecydowanie WARTO!

Marta P. wybrała 2 klasyki czyli „Przeminęło z wiatrem” i „Śniadanie u Tiffany’ego” i jedną nowość, zekranizowaną rok temu „Moje córki krowy”. 

„Od 1939 roku zachwyca miliony ludzi na całym świecie. Zauroczyła także mnie! Czterogodzinna epopeja, która pomagać mi często walczyć z  trudnymi i deszczowymi dniami. Przepiękny film przedstawiający romans ślicznej Scarlett O’Hary  i czarującego Rhetta Butlera w czasach wojny secesyjnej. Kostiumy, scenografia, wartka akcja – to wszystko zasługuje na gromkie brawa”. – tak Marta rekomenduje „Przeminęło z wiatrem”.

Kolejny klasyk to „Śniadanie u Tiffany’ego" z udziałem wspaniałej legendy kobiecego kina – Audrey Hepburn. Kto nie widział niech koniecznie zobaczy! „Nowy Jork ukazany w „Śniadaniu u Tifany’ego” jest czarujący, nietuzinkowy i stylowy. Uwielbiam patrzeć jak wspaniała Audrey Hepburn przemierza ulice tego pięknego miasta i słuchać, kiedy nostalgicznie delikatnym głosikiem nuci – „Moon River”. Holly pomimo wielu wad zjednała sobie grono fanów, w tym także mnie.” 

Nowość w tytułach Marty stanowią „Moje córki krowy” z Agatą Kuleszą. „Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu postanowiłam, że pójdę na pewno do kina i przekonam się czy naprawdę jest tak dobry jak mi się wydawało. I nie zawiodłam się. Świetne dialogi, znakomicie dobrana obsada i dyskretny humor okazały się przepisem na sukces”.

Druga Marta wybrała filmy nieco bardziej od strony świątecznej – mowa tu o "Grinch" i "Białej Sukience".  Święta Bożego Narodzenia kojarzą jej się z Ktosiowem i jego mieszkańcami. „Chyba każdy kto kocha Święta Bożego Narodzenia widział go chociaż raz- ja oglądam go co roku i uważam, że Ktosiowo to zdecydowanie miasteczko dla mnie. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego filmu. Przerażają mnie zmyślone stworki i nie przepadam za produkcjami z nimi w roli głównej. Jednak po zapoznaniu się z  Grinchem, nie potrafię odpuścić sobie obejrzenia go w Święta. "Grinch: świąt nie będzie" ma w sobie całą magię Świąt. Pokazuje, że czasem trzeba ofiarować komuś trochę ciepła i miłości, żeby odkryć kim jest naprawdę, a chyba nie ma lepszego czasu do tego niż Gwiazdka. Bo w Święta wszystko jest możliwe!”

W Boże Ciało ogląda „Białą Sukienkę” ponieważ jak mówi: jest to film z ukazujący „Święta polskie. Choć z "Białą Sukienką" zapoznałam się wieki temu i oglądam ją co roku, z moją rodziną, w Boże Ciało to film ten za każdym razem wywołuje u mnie wzruszenie. Porusza istotne dla każdego człowieka kwestię, pokazuje to co w życiu ważne i przenosi widza do kraju, spokojnego, bezpiecznego i sielskiego, czyli po prostu na polską wieś.”

Na koniec tego artykułu wrzucamy jeszcze jeden klasyk - "Dirty Dancing". Historii miłosnej nikt nie musi Wam przedstawiać – film bawił i wzruszał naszych rodziców, tak samo jak i nas. Daję sobie uciąć głowę, że następne pokolenie również będzie po niego sięgało. Z dobrym filmem jest jak z winem – im starsze, tym lepsze. A jak można opisać "Dirty Dancing"? „Uroczy melodramat, w którym zakochałam się będąc jeszcze dzieckiem i miłość ta przetrwała lata. Oglądałam go już tyle razy, że straciłam rachubę a dialogi bohaterów znam na pamięć. Jednak to co w filmie urzekło mnie najbardziej to trzy rzeczy: cudowna ścieżka dźwiękowa, taneczne popisy bohaterów i klimat tego letniego ośrodka wypoczynkowego. Bo kto z nas nie chciałby przeżyć wakacyjnej miłości w takim miejscu, której tłem są takie piosenki jak: 'She’s Like The Wind', 'Do You Love Me' i najbardziej znana 'Time Of My Life' ”

sobota, 3 grudnia 2016

HELLO! Sztuka Współczesna #2 „Artysta z teką myśli, że jest Matejką, a może Banksym…”

… i to właśnie o Banksym tym razem słów kilka. 

O kim mówi polski raper Taco Hemingway? O artyście, który za wszelką cenę próbuje pozostać anonimowy. O człowieku enigmie. Bo tak naprawdę kim jest Banksy? Odpowiedzi na to pytanie  poszukuje cały świat. Jednak od kilkunastu lat nie dało się ustalić, kto kryje się za owym pseudonimem. Podobno urodził się w Wielkiej Brytanii, podobno (jak podaje The Guardian) nazywa się Robert Banks. Istnieją nawet jego zdjęcia, ale problem w tym, że każde przedstawia inną osobę. Podobno jest młody i przystojny. Takich spekulacji pojawia się wiele, ale jest też kilka faktów, o których możemy powiedzieć bez zastanawiania się czy są prawdziwe. Banksy jest określany mianem najsłynniejszego artysty street artu na świecie. Tworzy poprzez łączenie ze sobą graffiti z charakterystyczną techniką szablonową. Słynie z ryzykownych umiejscowień swoich prac.


 Swoją przygodę ze sztuką zaczynał jako artysta graffiti. Po drobnym incydencie, kiedy to ukrywając się przed policją, spędził kilka godzin przyglądając się numerowi seryjnemu pociągu wpadł na genialny pomysł. To właśnie szablonowe oznaczenie wagonu zainspirowało go do tworzenia własnych szablonów. Odbija je farbą na murach, samochodach, mostach czy budynkach. Banksy  podróżuje po całym świecie i zostawia swoje ślady. Jest to darmowa sztuka, którą można podziwiać spacerując ulicami Londynu, Nowego Yorku czy Sydney. Podobno dwie z jego prac znajdują się także w Trójmieście.

Anonimowy artysta zjednał sobie rzesze fanów o czym może świadczyć chociażby liczba obserwatorów na jednym z portali społecznościowych – na Instagramie śledzi go aż milion osób! Są też i ci, którzy za nim nie przepadają, czyli organy ścigania. Sądzą, że prace Banksy’ego są po prostu zwykłym wandalizmem. Jednak mieszkańcy miast, w których tworzy (a także turyści) pokochali już tego mężczyznę za odwagę i pomysłowość w wyrażaniu swoich poglądów. Najczęstsza tematyka to polityka i szeroko rozumiane życie społeczne. W każdej jego kolejnej pracy można odczytać ukryty przekaz, co sprawia, że są one interesujące i z łatwością przyciągają uwagę kolejnych osób. 


Dzięki stosowaniu przygotowywanych wcześniej szablonów Banksy nie traci czasu na tworzenie dzieła od podstaw. To chyba jego klucz do sukcesu, czyli pozostanie anonimowym. Bo może to jest właśnie jego największym atutem? Wszystko co owiane tajemnicą wydaje nam się przecież bardziej interesujące…

W 2010 roku powstał nawet dokument przedstawiający prawdziwą historię francuskiego sklepikarza, który postanowił za wszelką cenę poznać tożsamość Banksy’ego, a także się z nim zaprzyjaźnić. Film nosi tytuł „Wyjście przez sklep z pamiątkami”.


A oto kilka prac Banksy’ego:

(www.independent.co.uk)

(npbreakthrough.deviantart.com)

(www.independent.co.uk)

www.engadget.com