czwartek, 10 listopada 2016

HELLO! Film #1 "Czy 'szkoła uwodzenia Czesława M.' uwodzi?"

Czesław M. – brzmi prawie jak z ogłoszenia kryminalnego, czyż nie? Nic bardziej mylnego. Jest to „kryptonim artystyczny” Czesława Mozila - muzyka, a teraz także aktora. W kinach można właśnie zobaczyć „Szkołę uwodzenia Czesława M.”.


Pamiętając rozległe podboje miłosne Czesława, o których opowiadał m.in. u Kuby Wojewódzkiego, widz udający się do kina może oczekiwać realnej złotej recepty na zdobycie partnera na stałe bądź trochę krócej. Zamiast tego zobaczy jednak trochę kiczowate, wręcz wzbudzające litość usiłowanie założenia intratnego biznesu w postaci szkoły uwodzenia. W XXI wieku przy dobrym PR, na wszystkim, nawet uczuciach da się zrobić biznes – taki właśnie przekaz miał przepełniony ironią film reżyserii Aleksandra Dembskiego. Metody,  do jakich uciekają się Czesław i jego towarzysze Adam i Zygmunt (Jakub Kamieński, Sławomir Pacek) u obserwatora mogą wzbudzić trwogę,  śmiech i zażenowanie, a zarazem dozę humoru. Ironia, sarkazm z samego siebie– tego w filmie jest pod dostatkiem. Wychowany w Danii Czesław od przeciętnego Polaka ma zdecydowanie więcej dystansu. Niejeden artysta nie zgodziłby się na przedstawienie swojej postaci jako „zagubionego alkoholika mieszkającego w slumsach”, o którym nawet najbliżsi znajomi nie mówią najlepiej. Widz ma prawo mieć wrażenie autentyczności faktów, co jednak jest złudne. To, co jest prawdziwe to przedstawienie świata showbiznesu – tam, gdzie nawet najszczerszy przyjaciel jest w stanie Cię oszukać, a miłość Twojego życia po tygodniu od udzielenia „szczerego” wywiadu o Waszej relacji zamieni Cię na kogoś, kto akurat jest na fali.

Czy film warto zobaczyć? Jeśli jest się sympatykiem osoby Czesława Mozila to z pewnością tak. Jeśli oczekujecie paradokumentu to również powinniście wybrać się do kin. Jeżeli jednak oczekujecie dobrej komedii, przy której będziecie „zrywać boki” to wybierzcie coś innego, chyba, że Wasz humor jest na tyle specyficzny, aby np. śmiać się ze stoczniowego żurawia albo miejskiego autobusu. Przyznam szczerze, że po obsadzie i samym zaangażowaniu Czesia spodziewałam się znacznie więcej. „Szkoła uwodzenia Czesława M” mnie nie uwiodła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz