Czesław M. – brzmi prawie jak z ogłoszenia
kryminalnego, czyż nie? Nic bardziej mylnego. Jest to „kryptonim artystyczny”
Czesława Mozila - muzyka, a teraz także aktora. W kinach można właśnie zobaczyć „Szkołę
uwodzenia Czesława M.”.
Pamiętając rozległe podboje miłosne
Czesława, o których opowiadał m.in. u Kuby Wojewódzkiego, widz udający się do
kina może oczekiwać realnej złotej recepty na zdobycie partnera na stałe bądź
trochę krócej. Zamiast tego zobaczy jednak trochę kiczowate, wręcz wzbudzające
litość usiłowanie założenia intratnego biznesu w postaci szkoły uwodzenia. W
XXI wieku przy dobrym PR, na wszystkim, nawet uczuciach da się zrobić biznes –
taki właśnie przekaz miał przepełniony ironią film reżyserii Aleksandra
Dembskiego. Metody, do jakich uciekają
się Czesław i jego towarzysze Adam i Zygmunt (Jakub Kamieński, Sławomir Pacek)
u obserwatora mogą wzbudzić trwogę,
śmiech i zażenowanie, a zarazem dozę humoru. Ironia, sarkazm z samego
siebie– tego w filmie jest pod dostatkiem. Wychowany w Danii Czesław od
przeciętnego Polaka ma zdecydowanie więcej dystansu. Niejeden artysta nie
zgodziłby się na przedstawienie swojej postaci jako „zagubionego alkoholika
mieszkającego w slumsach”, o którym nawet najbliżsi znajomi nie mówią
najlepiej. Widz ma prawo mieć wrażenie autentyczności faktów, co jednak jest
złudne. To, co jest prawdziwe to przedstawienie świata showbiznesu – tam, gdzie
nawet najszczerszy przyjaciel jest w stanie Cię oszukać, a miłość Twojego życia
po tygodniu od udzielenia „szczerego” wywiadu o Waszej relacji zamieni Cię na kogoś,
kto akurat jest na fali.
Czy film warto zobaczyć? Jeśli jest się
sympatykiem osoby Czesława Mozila to z pewnością tak. Jeśli oczekujecie
paradokumentu to również powinniście wybrać się do kin. Jeżeli jednak
oczekujecie dobrej komedii, przy której będziecie „zrywać boki” to wybierzcie
coś innego, chyba, że Wasz humor jest na tyle specyficzny, aby np. śmiać się ze
stoczniowego żurawia albo miejskiego autobusu. Przyznam szczerze, że po
obsadzie i samym zaangażowaniu Czesia spodziewałam się znacznie więcej. „Szkoła
uwodzenia Czesława M” mnie nie uwiodła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz